<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>.qamblog</title>
	<atom:link href="http://www.blog.qam.pl/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.blog.qam.pl</link>
	<description>"Za wysokie progi na amatorów nogi."</description>
	<lastBuildDate>Thu, 26 Aug 2010 14:56:35 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Shenmue &#8211; mały, wielki upadek</title>
		<link>http://www.blog.qam.pl/?p=155</link>
		<comments>http://www.blog.qam.pl/?p=155#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Aug 2010 14:56:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>.qam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Branża]]></category>
		<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>
		<category><![CDATA[Starocie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blog.qam.pl/?p=155</guid>
		<description><![CDATA[Shenmue to wielka gra… Podobno, bo oprócz mnie i garstki zapaleńców zapewne mało kto o niej jeszcze pamięta. A nawet jeśli, to nie wszyscy byli i dalej nie są tak zachwyceni tym tytułem. Jakim cudem głośna i mocno kontrowersyjna produkcja zatonęła w odmętach historii? Stało się tak za sprawą kryzysu gospodarczego, obrońców krzyża czy może [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Shenmue to wielka gra… Podobno, bo oprócz mnie i garstki zapaleńców zapewne mało kto o niej jeszcze pamięta. A nawet jeśli, to nie wszyscy byli i dalej nie są tak zachwyceni tym tytułem. Jakim cudem głośna i mocno kontrowersyjna produkcja zatonęła w odmętach historii? Stało się tak za sprawą kryzysu gospodarczego, obrońców krzyża czy może z powodu światowego spisku? Dzisiaj postaram się przeprowadzić was za rączkę przez wirtualny świat Japonii z końca lat 80 i odpowiedzieć na te nurtujące pytania</em>. (źródło: http://consoleo.pl)</p>
<p><img class="alignnone" title="sss" src="http://img178.imageshack.us/img178/5739/shenmue.jpg" alt="" width="525" height="150" /></p>
<p><strong><a href="http://consoleo.pl/index.php/publicystyka/felietony/519-shenmue-may-wielki-upadek.html">(czytaj dalej na Consoleo.pl)</a></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blog.qam.pl/?feed=rss2&amp;p=155</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Qam 102</title>
		<link>http://www.blog.qam.pl/?p=147</link>
		<comments>http://www.blog.qam.pl/?p=147#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Aug 2010 16:04:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>.qam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inne]]></category>
		<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blog.qam.pl/?p=147</guid>
		<description><![CDATA[Jeśli statystyki WordPressa nie kłamią, to właśnie macie przyjemność czytać mój 102 artykuł, który ukazał się na tym blogu. Ponieważ bardzo długo zwlekałem z tym jubileuszowym tekstem, nawet nie zauważyłem, że właśnie minęły trzy lata istnienia strony. W ten oto sposób wypadła podwójna, wybitnie odpowiednia okazja do świętowania. Daruję sobie jednak tyrady na temat tego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeśli statystyki WordPressa nie kłamią, to właśnie macie przyjemność czytać mój 102 artykuł, który ukazał się na tym blogu. Ponieważ bardzo długo zwlekałem z tym jubileuszowym tekstem, nawet nie zauważyłem, że właśnie minęły trzy lata istnienia strony. W ten oto sposób wypadła podwójna, wybitnie odpowiednia okazja do świętowania. Daruję sobie jednak tyrady na temat tego co będzie, tym razem opowiem o tym, co się zmieniło. Trochę się tego nazbierało.</p>
<p><img class="alignnone" title="qam" src="http://img189.imageshack.us/img189/9128/qam102.jpg" alt="" width="525" height="150" /></p>
<p><span id="more-147"></span>Ostatnio wciąż zbiera mnie na wspominki. Chyba dziadzieję lub umieram, ale wciąż myślę o dawnych czasach. Niezapomniane lata 90. były dla mnie „grajem” obiecanym. Praktycznie zero obowiązków i problemów. Po powrocie ze szkoły mogłem się po uszy zanurzyć w cyfrowym świecie. Nie traktujcie tego, jak spowiedzi pryszczatego no-life’a, gry były po prostu moją pasją. Dostarczały mi tyle samo radości, co kopanie piłki z kumplami, choć to drugie zdarzało się zdecydowanie rzadziej. Pełen młodzieńczej werwy pochłaniałem wszystko, co było związane z elektroniczną rozgrywką – do dzisiaj jeden z pokojów w połowie wypełniony jest stosami najróżniejszych tytułów takich jak Gambler, SS, czy sprowadzanym z UK GamePro.</p>
<p>Niewątpliwie miałem dużo szczęścia. Mogłem powoli dorastać zaczynając zabawę od starusieńkich maszynek pokroju Amigi, Atari XE65 oraz NES-a. Chwilę później przesiadłem się na tak rewolucyjne platformy jak PC z akceleratorem oraz PSX. Przez to, gdy rosła moja miłość do gier, mogłem wciąż poznawać coś nowego. Pierwsza grafika 3D, nowatorskie produkcje z otwartym światem, możliwość stworzenia własnego bohatera czy efektowny warkocz Lary znany z Tomb Raidera 2. Wszystko to sprawiało, że początkowy entuzjazm po prostu nie ustawał. Każda nowa gra mogła sprawdzić, że przecierałem oczy ze zdziwienia – to było coś.</p>
<p>Z podobnym, choć już bardziej umiarkowanym nastawieniem, zaczynałem swoją karierę jako pismak. Nie ukrywam, że od początku miałem tendencję do czepiania się i wyśmiewania największych banałów, ale fakty mówią same za siebie – średnia ocen oscylowała w okolicach ósemki. Później nadszedł czas na bardziej dojrzałe, profesjonalne podejście oraz pieniądze. Jednak jak się okazało, praca polegająca na graniu nie jest aż tak wspaniała. Dobra, nie będę oszukiwał – jest świetna. Można robić to co się lubi a to już prawdziwe szczęście. Jest jednak kilka nieznośnych efektów ubocznych a najgorszy nazwałbym wypalaniem się.</p>
<p>Własne doświadczenie oraz rozmowy z kolegami po fachu nauczyły mnie jednego – pisząc o grach szybko można popaść w stagnację oraz rutynę. Gdy miesięcznie ma się do zrobienia kilka materiałów mających trzymać wysoki poziom, prędzej czy później nadejdzie taki moment, gdy pocinanie w nowy sequel stanie się irytującym obowiązkiem. Wtedy w życie wdraża się zasada trzech Z: zagraj, zrecenzuj, zapomnij i… wyjdź z domu. To tendencyjne i głupie wyznanie nie jest kolejnym bełkotem starego tetryka. Gry dalej bawią mnie i uwielbiam w nie grać. Mam jednak znacząco mniej wolnego czasu, przez co muszę bardzo skrupulatnie dobierać nowe tytuły. W ten sposób drastycznie zmienia się podejście do tematu.</p>
<p>Stary grzyb, o ile mogę się już tak nazwać, musi być wybredny. Doświadczonego wyjadacza nie zadowoli kolejna produkcja zrobiona na kolanie. Ba, jego może rozczarować nawet bestsellerowi hit od najlepszych designerów w branży. Gra musi mieć to coś, być innowacyjna i jakby to ująć po staremu – miodna! Ciężko mnie tak od ręki uszczęśliwić oprawą lub gwiazdami w obsadzie, wiem czego chcę i oczekuję. Porządna gra powinna bawić, wywoływać emocje i wciągać. Takie są chociażby Mario Galaxy lub BioShock, niezmiernie cieszę się, że dalej mogę obcować z perełkami w rodzaju Brutal Legend. Mimo tego, że mój entuzjazm zmalał, a ja sam stałem się upierdliwym narzekaczem, dalej mam swoją pasję. To jest najważniejsze.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blog.qam.pl/?feed=rss2&amp;p=147</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wypaczony portret fanatyka</title>
		<link>http://www.blog.qam.pl/?p=139</link>
		<comments>http://www.blog.qam.pl/?p=139#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Aug 2010 12:58:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>.qam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blog.qam.pl/?p=139</guid>
		<description><![CDATA[Wiecie, jak rozpoznać typowego pracownika IT? To bardzo proste, wystarczy doszukać się jednej z kilku cech charakterystycznych: otyłości, długich włosów, grubych okularów lub dziwnego, nieobecnego wyrazu twarzy. Jeśli te wskaźniki zawiodą, zawsze można zaryzykować i postawić na jegomościa w staromodnej koszuli w kratkę lub całkowicie spranym, wymiętolonym, czarnym t-shircie Kornu. Tak, komputerowca nie da się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Wiecie, jak rozpoznać typowego pracownika IT? To bardzo proste, wystarczy doszukać się jednej z kilku cech charakterystycznych: otyłości, długich włosów, grubych okularów lub dziwnego, nieobecnego wyrazu twarzy. Jeśli te wskaźniki zawiodą, zawsze można zaryzykować i postawić na jegomościa w staromodnej koszuli w kratkę lub całkowicie spranym, wymiętolonym, czarnym t-shircie Kornu. Tak, komputerowca nie da się nie zauważyć – jest prawie tak charakterystyczny jak blondynka z kawałów. Gracza również można dostrzec na pierwszy rzut oka: zwykle jest pryszczaty, zaniedbany i biały jak ściana… Oj tak, prawdziwy maniak nie ma łatwego życia!</em> (źródło: http://pclab.pl)</p>
<p><img class="alignnone" title="wz" src="http://img844.imageshack.us/img844/2289/wizerunek.jpg" alt="" width="525" height="150" /></p>
<p><strong><a href="http://pclab.pl/art42746.html">(czytaj dalej na PClab.pl)</a></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blog.qam.pl/?feed=rss2&amp;p=139</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Casualowy hardkorowiec</title>
		<link>http://www.blog.qam.pl/?p=135</link>
		<comments>http://www.blog.qam.pl/?p=135#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Jul 2010 19:47:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>.qam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blog.qam.pl/?p=135</guid>
		<description><![CDATA[Graczy komputerowych zasadniczo można podzielić na dwa gatunki: tych zaprawionych w bojach oraz niedzielnych. I nie da się ukryć, że hardkorowiec i każual są na wojennej ścieżce. Co prawda sprawę zdaje sobie z tego tylko ten pierwszy, ale gdyby drugi dowiedział się, jaką ma opinię, też szybko chwyciłby za broń… Dlaczego w świecie „prawdziwych” graczy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Graczy komputerowych zasadniczo można podzielić na dwa gatunki: tych zaprawionych w bojach oraz niedzielnych. I nie da się ukryć, że hardkorowiec i każual są na wojennej ścieżce. Co prawda sprawę zdaje sobie z tego tylko ten pierwszy, ale gdyby drugi dowiedział się, jaką ma opinię, też szybko chwyciłby za broń… Dlaczego w świecie „prawdziwych” graczy nazwanie czegoś lub kogoś casualowym uznaje się za jedną z największych zbrodni? Jest to okazanie dezaprobaty oraz braku szacunku – przecież maniak, który połamał dwie klawiatury i trzy pady, nie będzie się bratał z kimś, kto wczoraj kupił sobie Wii. Choć wydaje się to oczywiste, historia tego konfliktu jest dość zagmatwana i prowadzi do dość nieoczekiwanych wniosków.</em> (źródło: http://pclab.pl)</p>
<p><img class="alignnone" title="sd" src="http://img186.imageshack.us/img186/6982/pclabcasual.jpg" alt="" width="525" height="150" /></p>
<p><strong><a href="http://pclab.pl/art42671.html">(czytaj dalej na PClab.pl)</a></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blog.qam.pl/?feed=rss2&amp;p=135</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Religia w grach, czyli Doom szatana</title>
		<link>http://www.blog.qam.pl/?p=129</link>
		<comments>http://www.blog.qam.pl/?p=129#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Jun 2010 20:55:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>.qam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>
		<category><![CDATA[Starocie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blog.qam.pl/?p=129</guid>
		<description><![CDATA[Mezalians sacrum i profanum trwa w najlepsze od setek lat. Szczególnie dobrze widać to ostatnio – w czasach dużej tolerancji panuje przyzwolenie na obrazoburcze pomysły. Nikogo już nie dziwi widok papieża przygniecionego przez meteoryt, oczywiście w formie artystycznej instalacji. Kolejni twórcy coraz śmielej dotykają tematów religijnych: piszą o watykańskich spiskach, kręcą opowieści o opętanych kapłanach [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Mezalians sacrum i profanum trwa w najlepsze od setek lat. Szczególnie dobrze widać to ostatnio – w czasach dużej tolerancji panuje przyzwolenie na obrazoburcze pomysły. Nikogo już nie dziwi widok papieża przygniecionego przez meteoryt, oczywiście w formie artystycznej instalacji. Kolejni twórcy coraz śmielej dotykają tematów religijnych: piszą o watykańskich spiskach, kręcą opowieści o opętanych kapłanach lub ozdabiają swoje koncerty dziewczynami powieszonymi na krzyżach. W większości przypadków jest to zwyczajne żerowanie na kontrowersji, ale i tak wystarczy jako zapalnik gorliwej dyskusji. Co z grami? Cóż, z nimi jest jak zwykle inaczej.</em> (źródło: http://pclab.pl)</p>
<p><img class="alignnone" title="pclab" src="http://img707.imageshack.us/img707/681/religiagry.jpg" alt="" width="525" height="150" /></p>
<p><a href="http://pclab.pl/art41988.html"><strong>(czytaj dalej na PClab.pl)</strong></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blog.qam.pl/?feed=rss2&amp;p=129</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prince of Persia: the movie</title>
		<link>http://www.blog.qam.pl/?p=124</link>
		<comments>http://www.blog.qam.pl/?p=124#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 29 May 2010 18:10:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>.qam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blog.qam.pl/?p=124</guid>
		<description><![CDATA[Dawno nie napisałem żadnej recenzji filmu. Ostatnia szansa pojawiła się przy okazji genialnych Bękartów Wojny, ale całkowicie zauroczony dziełem Tarantino przegapiłem swój moment. Niedawny romans Księcia Persji ze srebrnym ekranem ponownie otworzył mi bramę do świata ruchomych obrazków. Znowu trafiła mi się adaptacja gry i muszę dodać, że jest ona całkiem… średnia. Niestety. Zacznijmy od [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dawno nie napisałem żadnej recenzji filmu. Ostatnia szansa pojawiła się przy okazji genialnych Bękartów Wojny, ale całkowicie zauroczony dziełem Tarantino przegapiłem swój moment. Niedawny romans Księcia Persji ze srebrnym ekranem ponownie otworzył mi bramę do świata ruchomych obrazków. Znowu trafiła mi się adaptacja gry i muszę dodać, że jest ona całkiem… średnia. Niestety.</p>
<p><img class="alignnone" title="pop" src="http://img820.imageshack.us/img820/588/popn.jpg" alt="" width="525" height="150" /></p>
<p><span id="more-124"></span>Zacznijmy od scenariusza. Ten filmowy luźno nawiązuje do nowej trylogii Prince of Persia stworzonej przez Ubi. Nasz młody książę, adoptowany król biedaków, trafia z przyszywanymi braćmi pod wysokie mury Alamutu. Tam zapada decyzja o szturmie zdradzieckiego miasta. Przez kilka przesadnie efekciarskich scen oglądamy dość standardową potyczkę i w końcu trafiamy na moment, w którym Jake Gyllenhaal znajduje znany wszystkim graczom sztylet. Później akcja rozwija się szybko – jesteśmy świadkami prawdziwej zdrady, ucieczki i żmudnej próby odzyskania przez księcia dobrego imienia oraz swojej rodziny. Historia jest sztampowa i prosta, ale w ostatecznie można stwierdzić, że radzi sobie z opowiadaniem przygód komputerowego akrobaty.</p>
<p>Postacie oraz obsada to pierwsze poważne wady filmowych Piasków czasu. Wszystkie są płaskie i nakreślone niczym bohaterowie komiksów. Mamy wesołego księcia, nieprzystępną księżniczkę, dwóch braci – złego oraz dobrego, sypiącego mądrościami ojca oraz przebiegłego wujka. Tak, to wszystko co można o nich napisać. Gyllenhaala oraz Arterton da się oglądać bez zgrzytania zębów, ale dużo ciekawsze było obserwowanie flirtu bezczelnego złodziejaszka i Eliki znanych z Prince of Persia 2008. Reszta aktorów została dobrana tak, aby jeszcze bardziej podkreślić prostolinijność bohaterów. Najlepszy jest Kingsley, który swoją grą, złowieszczym uśmieszkiem oraz przesadnym makijażami od pierwszych sekund seansu zdradza nam, że jest złym bohaterem.</p>
<p>Jednak najjaśniejszą stroną tej produkcji są postacie drugoplanowe. Scenarzyści przeszli samych siebie prezentując nam szejka Amara oraz Seso. Pierwszy z nich to prawdziwy przedsiębiorca, cwaniak i biznesman. Drugi jest jego czarnoskórym, milczącym ochroniarzem. Duet na miarę tego filmu. Amar specjalizuje się w opowiadaniu żartów „gospodarczo-ekonomiczny”. Pierwsze dwa są zabawne, ale przy czwartym czy piątym zaczyna robić się niesmacznie. Seso robi z kolei za typowego murzyna. Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę nikogo obrażać – on po prostu ma taką rolę. Cały film usłużnie broni swego pana tylko po to, aby pod koniec rzucić kilka złotych myśli. Tragedia.</p>
<p>Sednem gier była walka oraz, w szczególności, akrobatyka. Tak, Prince of Persia to w zasadzie nowoczesna platformówka. Film też próbuje eksponować te elementy, lecz robi to dość nieudolnie. Poszczególnym scenom nie brakuje rozmachu, ale trudno o nich powiedzieć, że są warte zapamiętania. Sekwencje parkuru są chaotycznie zmontowane i czasami bardzo sztuczne. Książę ślizgający się po chropowatych kamieniach to tutaj norma. Widać pieniądze włożone w tę produkcję, ale nie przekłada się to na przyjemność z oglądania. Ot, kolejna fantastyczna opowieść wypełniona pięknymi widoczkami i ujęciami wyjętymi wprost z komputera. Bardzo baśniowa, w stylu plastikowej lalki Barbie.</p>
<p>Nic nie zapowiadało tragedii. Studio Disney, znany producent, ciekawy reżyser i znane nazwiska w obsadzie. Takie składniki miały być gwarantem smacznego posiłku. Owszem, dostaliśmy strawnego hamburgera, ale o uczcie kinomana możecie zapomnieć. Letnie kino, które zadowoli letniego widza. Zdaję sobie sprawę z tego, że część fanów może chwalić ten tytuł jako pierwszą prawdziwą superprodukcję na podstawie gry, ale według mojej oceny jest to film jedynie poprawny. Do obejrzenia i zapomnienia. Nic więcej, kolejny przeciętniak.</p>
<p><strong>6/10</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blog.qam.pl/?feed=rss2&amp;p=124</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przemoc i erotyka a wyniki sprzedaży gier</title>
		<link>http://www.blog.qam.pl/?p=115</link>
		<comments>http://www.blog.qam.pl/?p=115#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 24 Apr 2010 12:19:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>.qam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Branża]]></category>
		<category><![CDATA[Inne]]></category>
		<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blog.qam.pl/?p=115</guid>
		<description><![CDATA[Przez ostatnie lata utarło się przekonanie, że brutalna przemoc i gorący seks potrafią sprzedać wszystko. Najlepiej widać to na przykładzie kina – krwawe horrory oraz głupawe komedie z roznegliżowanymi amerykańskimi „nastolatkami” cieszą się nieustającą popularnością. Fakt, nawet mnie trudno jest przejść obojętnie obok billboardu, na którym straszy psychopatyczny rzeźnik lub wdzięcznie rozkłada się kolejna aktorka [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Przez ostatnie lata utarło się przekonanie, że brutalna przemoc i gorący seks potrafią sprzedać wszystko. Najlepiej widać to na przykładzie kina – krwawe horrory oraz głupawe komedie z roznegliżowanymi amerykańskimi „nastolatkami” cieszą się nieustającą popularnością. Fakt, nawet mnie trudno jest przejść obojętnie obok billboardu, na którym straszy psychopatyczny rzeźnik lub wdzięcznie rozkłada się kolejna aktorka w samej bieliźnie. Jednak w przypadku gier taki mechanizm nie działa. Powiem więcej: stwierdzenie, jakoby mord i gwałt windowały sprzedaż kolejnych części Grand Theft Auto, jest wierutną bzdurą. </em>(źródło: http://pclab.pl)</p>
<p><img class="alignnone" title="pclab" src="http://img717.imageshack.us/img717/8953/pclabprzemoc.jpg" alt="" width="525" height="150" /></p>
<p><a href="http://pclab.pl/art41503.html"><strong>(czytaj dalej na PClab.pl)</strong></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blog.qam.pl/?feed=rss2&amp;p=115</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mysz kontra pad</title>
		<link>http://www.blog.qam.pl/?p=110</link>
		<comments>http://www.blog.qam.pl/?p=110#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 24 Apr 2010 12:13:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>.qam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inne]]></category>
		<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blog.qam.pl/?p=110</guid>
		<description><![CDATA[Jeśli chodzi o gry, nie zawsze ważne jest, w co gramy, tylko czym. Każdy szanujący się gracz powinien mieć całą szafkę wypchaną dżojstikami, kierownicami, matami i innymi plastikowymi gadżetami. Te wszystkie zabawki uprzyjemniają rozgrywkę, ale śmiało mogę stwierdzić, że na tym polu króluje dwójka zajadłych arcywrogów: mysz oraz pad. Pecetowcy, rozłóżcie wygodnie fotele, konsolowcy, zagrzejcie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Jeśli chodzi o gry, nie zawsze ważne jest, w co gramy, tylko czym. Każdy szanujący się gracz powinien mieć całą szafkę wypchaną dżojstikami, kierownicami, matami i innymi plastikowymi gadżetami. Te wszystkie zabawki uprzyjemniają rozgrywkę, ale śmiało mogę stwierdzić, że na tym polu króluje dwójka zajadłych arcywrogów: mysz oraz pad. Pecetowcy, rozłóżcie wygodnie fotele, konsolowcy, zagrzejcie kanapy – rozpoczynam pojedynek na śmierć i życie o prymat w świecie kontrolerów do gier! </em>(źródło: http://pclab.pl)</p>
<p><img class="alignnone" title="pclab" src="http://img263.imageshack.us/img263/2936/pclabmyszka.jpg" alt="" width="525" height="150" /></p>
<p><strong><a href="http://pclab.pl/art41358.html">(czytaj dalej na PClab.pl)</a></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blog.qam.pl/?feed=rss2&amp;p=110</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z perspektywy nooba: Brygada RR</title>
		<link>http://www.blog.qam.pl/?p=109</link>
		<comments>http://www.blog.qam.pl/?p=109#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Mar 2010 22:34:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>.qam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inne]]></category>
		<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blog.qam.pl/?p=109</guid>
		<description><![CDATA[Spłynęła na mnie prawdziwa e-sportowa łaska oraz moc quada. Dzięki moim wysokim umiejętnościom komunikacyjnym, wywołałem dyskusję ze sławnym Rafałem oraz równie znanym Radkiem. Całe zdarzenie miało miejsce na Facebooku (dowody zbrodni) i w zasadzie powinienem dziękować panu Wasylukowi, że tak uwielbia ten portal społecznościowy. Zapnijcie pasy i nabożnie pochylcie główki – nadlatuje wszechmocna i uDuchowiona [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Spłynęła na mnie prawdziwa e-sportowa łaska oraz moc quada. Dzięki moim wysokim umiejętnościom komunikacyjnym, wywołałem dyskusję ze sławnym Rafałem oraz równie znanym Radkiem. Całe zdarzenie miało miejsce na Facebooku (<a href="http://www.facebook.com/posted.php?id=339453450619&amp;share_id=106449256047081&amp;comments=1#s106449256047081">dowody zbrodni</a>) i w zasadzie powinienem dziękować panu Wasylukowi, że tak uwielbia ten portal społecznościowy. Zapnijcie pasy i nabożnie pochylcie główki – nadlatuje wszechmocna i uDuchowiona Brygada RR!</p>
<p><img src="http://img222.imageshack.us/img222/5660/zpn3.jpg" /></p>
<p><span id="more-109"></span>Start AGL wywołał mocne emocje. Co mnie dziwi najbardziej, również u potężnej jak tur konkurencji. Przykładem może być niezwykła aktywność Rafała Wasyluka – Presidenta ESL Polska, CEO Sportów Elektronicznych oraz samozwańczego obrońcę własności intelektualnej. Rzecz jasna, głównie tej związanej z Electronic Sports League. Aby nie sugerować Wam opinii, nie chcę oceniać przytoczonej powyżej dyskusji – mam nadzieję, że sami wyciągniecie odpowiednie wnioski z pokręconej retoryki moich interlokutorów. Chciałbym natomiast odnieść się do wytaczanych niczym armaty, oskarżeń o plagiat. Jak przystało na dobrodusznego, początkującego dziennikarza postanowiłem sprawę zbadać. Mam nadzieję, że uwolnię od niewolniczej harówki biednych adminów, którzy teraz zapewne bawią się w W11 wraz ze swoim szefem. O komentarz poprosiłem, wykładającego HCI na PG oraz PJWST, profesora Marcina Sikorskiego:</p>
<p><em>„Konkretna funkcjonalność nie jest zwykle przedmiotem opatentowania (w przeciwieństwie do procedur i algorytmów) lub zastrzeżenia prawnego, nie ma też zwykle swojego wyłącznego prawnego właściciela (vide: ekran dotykowy telefonu &#8211; funkcje wybranych telefonów są podobne, ale opatentować można jedynie konkretne, unikalne rozwiązania konstrukcyjne a nie samo rozwiązanie jako ideę czy koncepcję).</em></p>
<p><em>Ewentualny plagiat można by stwierdzić jednoznacznie poprzez szczegółową analizę kodu i zachowania poszczególnych elementów na stronie. Natomiast pobieżny przegląd nadesłanych przez pana stron wskazuje, że mimo pewnego podobieństwa celu i funkcji, wizualnie i funkcjonalnie te serwisy wykazują jednak sporo różnic (…).”</em></p>
<p>Faktycznie, dziękuję losowi, że Sporty Elektroniczne nie są producentem komórek. Jeśli kiedyś to nastąpi, współczuję włodarzom Apple’a, Nokii oraz HTC. Wśród kadry menedżerskiej zapanowałaby prawdziwa panika. A nawet jeśli nie, to facebookowe strony tych firm zapewne pękłyby pod natłokiem wpisów Brygady RR. Chwileczkę, momencik… Czyżby sklep ESL wyglądał identycznie jak tysiące innych tego typu usług w Internecie? Teraz powinny posypać się gromy i pozwy. Takie właśnie jest ryzyko machania mieczem – można od niego zginąć. Nawet, jeśli jest to tylko przenośnia dla dziecinnej zabawy sztachetą.</p>
<p>Przechodząc do meritum. Cała dyskusja została rozpętana, ponieważ: <em>„Choć nie znam wszystkich zmiennych, to myślę że ta inicjatywa nie przetrwa długo a na pewno dostarczyła mi kolejnych argumentów do tego, aby pewne działania nieuczciwej konkurencji piętnować a może nawet blokować.”</em>. Ciekawa logika, zawsze myślałem, że furtkę zamyka się przed rozwścieczonym dobermanem a nie wychudzonym jamniczkiem, ale nie chcę analizować motywów Rafała. Muszę Was spytać, czy tak prezentujący się ludzie powinni tworzyć scenę e-sportu? Nikomu nie bronię wysławiania własnych opinii – jeśli ufacie swoim pasterzom, powinniście za nimi podążać. Ostrzegam jednak, że takie wycieczki szybko mogą skończyć się zerżnięciem… Przepraszam, chodziło mi o zarżnięcie!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blog.qam.pl/?feed=rss2&amp;p=109</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z perspektywy nooba: Banan, butelka i kobiety</title>
		<link>http://www.blog.qam.pl/?p=108</link>
		<comments>http://www.blog.qam.pl/?p=108#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Mar 2010 23:02:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>.qam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inne]]></category>
		<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.blog.qam.pl/?p=108</guid>
		<description><![CDATA[Po ostatnim tekście na chwilę zwątpiłem w sens kolejnych odcinków. Cała e-sportowa scena mieści się na powierzchni nie większej niż główka szpilki. Myślałem, że jednym zgryźliwym podsumowaniem wyczerpałem najciekawsze tematy… Jakże się myliłem! W kilka dni dowiedziałem się o gejowskim seksie przed zawodami, brzydkiej zabawie w butelkę oraz wirtualnym, e-sportowym sutenerstwie. Tylko dla czytelników o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po ostatnim tekście na chwilę zwątpiłem w sens kolejnych odcinków. Cała e-sportowa scena mieści się na powierzchni nie większej niż główka szpilki. Myślałem, że jednym zgryźliwym podsumowaniem wyczerpałem najciekawsze tematy… Jakże się myliłem! W kilka dni dowiedziałem się o gejowskim seksie przed zawodami, brzydkiej zabawie w butelkę oraz wirtualnym, e-sportowym sutenerstwie. Tylko dla czytelników o mocnych nerwach.</p>
<p><img src="http://img683.imageshack.us/img683/9499/zpn.jpg" /></p>
<p><span id="more-108"></span>Przyznam szczerze, że odkąd zaznajomiłem się z postacią niejakiego Mistrza, od razu zostałem jego wielkim fanem. Ten wygadany i nabuzowany prawdziwymi emocjami zawodnik nie wygrał zbyt wiele, ale i tak doskonale wie, kto jest prawdziwym zwycięzcą. Gdy dowiedziałem się o wypadku, żal niemiłosiernie ścisnął me serce. Że też musiał zderzyć się z typowym idiotą, który jechał zgodnie z przepisami. Zgroza. Jak do tego doszło? Otóż pasażer naszego mistrz postanowił nakarmić swojego kierowcę. Zręcznie obrał apetycznego banana i począł wsuwać go w usta kolegi. Choć mistrzowi nie podobała się czarna końcówka owocu, ten złośnik dalej nie przestawał wsadzać! Pewnie jest wielkim fanem głębokiego gardła. Nagle coś pękło i podłużny, obśliniony kształt powędrował między nogi mojego idola. Nie dziwię się, że nie wytrzymał takiego napięcia – puścił kierownicę i dalej sprawy potoczyły się same. W oto sposób nasi gracze nie doszli… Znaczy, nie dojechali. Życzę im szybkiego powrotu do zdrowia, a pana z czarną końcówką zapraszam do urologa.</p>
<p>Wiem, że niektórzy mogli się niezdrowo podniecić, ale wróćmy na ziemię. Dosłownie kilka dni temu ukazał się niesamowicie ciekawy wywiad – Guandi porozmawiał z synem marnotrawnym Headshotu. Do tej pory zastanawiam się czy była to konfrontacja z człowiekiem, czy raczej z jego byłą pracą, ale taka wola dziennikarza. Gromy posypały się, gdy Łukasz ukuł kilka „ostrych” odpowiedzi. Tak mile mnie to połechtało, że postanowiłem temat rozwinąć. Zajrzałem na stronę HSTV i zbadałem sytuację. Faktycznie, za systemem punktów kryje się kilka mglistych obietnic, zwiastujących chociażby nieistniejący sklep. Nie tworzy się programu lojalnościowego będącego przykrywką dla sprzedaży reklam oraz zwyczajnych dotacji. Gorące słowa o tym jak wspaniała będzie przyszłość są tak samo wiążące, jak moja zapowiedź, że w tym roku wygram ESWC we wszystkich możliwych kategoriach. Mówiąc wprost – panowie, nie chwalcie się wielkim penisem obiecując, że stanie za dwa lata. Pokazujecie, albo zbierajcie na niebieskie tabletki. Ktoś nabił widzów w butelkę, a że sam sprawca się do tego przyznaje – gratuluję dystansu!</p>
<p>Sam sobie jestem prorokiem. Niedawno pisałem o Guns Are Drawn wspominając o blacharach. Teraz w ramach supertajnego projektu startuje turniej dla kobiet. Dziwny zbieg okoliczności. Chciałbym napisać „maskotek”, ale grające dziewuchy wolą określenie „nierozwinięci gracze”. A niech im będzie &#8211; sacra populi lingua est! Martwi mnie zachowanie tych e-sportowych pionierek, szczególnie w sytuacji, gdy ich przodkinie rzucały się dla nich pod koła pędzących karet. Tymczasem, „nierozwinięte graczki” wolą być podszczypywane w tyłek i głaskane po główkach &#8211; byleby otrzymać puchar od pana z szelmowskim uśmieszkiem. Nie zrozumcie mnie źle, ja uwielbiam kobiece kobiety… Mimo wszystko, wolałbym abyście założyły męskie, e-sportowe spodnie i dały kilku facetom po mordach. Ja zgłaszam się na chętnego!</p>
<p>Tak kończy się moja kolejna przygoda. Muszę przyznać, że e-sport to prawdziwa kopalnia tematów. Jest z czego się pośmiać, poszydzić i ukłuć we wrażliwe miejsce. Dziwi mnie, że nikt tego nie próbował wcześniej – czyżby wszyscy siedzieli w okowach poprawności politycznej? W takiej sytuacji możecie potraktować powyższy miałki artykuł jako motywator z funkcją edukacyjną. Ja jestem kochankiem a nie wojownikiem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.blog.qam.pl/?feed=rss2&amp;p=108</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
