Shenmue to wielka gra… Podobno, bo oprócz mnie i garstki zapaleńców zapewne mało kto o niej jeszcze pamięta. A nawet jeśli, to nie wszyscy byli i dalej nie są tak zachwyceni tym tytułem. Jakim cudem głośna i mocno kontrowersyjna produkcja zatonęła w odmętach historii? Stało się tak za sprawą kryzysu gospodarczego, obrońców krzyża czy może z powodu światowego spisku? Dzisiaj postaram się przeprowadzić was za rączkę przez wirtualny świat Japonii z końca lat 80 i odpowiedzieć na te nurtujące pytania. (źródło: http://consoleo.pl)

(czytaj dalej na Consoleo.pl)
Jeśli statystyki WordPressa nie kłamią, to właśnie macie przyjemność czytać mój 102 artykuł, który ukazał się na tym blogu. Ponieważ bardzo długo zwlekałem z tym jubileuszowym tekstem, nawet nie zauważyłem, że właśnie minęły trzy lata istnienia strony. W ten oto sposób wypadła podwójna, wybitnie odpowiednia okazja do świętowania. Daruję sobie jednak tyrady na temat tego co będzie, tym razem opowiem o tym, co się zmieniło. Trochę się tego nazbierało.

(czytaj dalej…)
Wiecie, jak rozpoznać typowego pracownika IT? To bardzo proste, wystarczy doszukać się jednej z kilku cech charakterystycznych: otyłości, długich włosów, grubych okularów lub dziwnego, nieobecnego wyrazu twarzy. Jeśli te wskaźniki zawiodą, zawsze można zaryzykować i postawić na jegomościa w staromodnej koszuli w kratkę lub całkowicie spranym, wymiętolonym, czarnym t-shircie Kornu. Tak, komputerowca nie da się nie zauważyć – jest prawie tak charakterystyczny jak blondynka z kawałów. Gracza również można dostrzec na pierwszy rzut oka: zwykle jest pryszczaty, zaniedbany i biały jak ściana… Oj tak, prawdziwy maniak nie ma łatwego życia! (źródło: http://pclab.pl)

(czytaj dalej na PClab.pl)
Mezalians sacrum i profanum trwa w najlepsze od setek lat. Szczególnie dobrze widać to ostatnio – w czasach dużej tolerancji panuje przyzwolenie na obrazoburcze pomysły. Nikogo już nie dziwi widok papieża przygniecionego przez meteoryt, oczywiście w formie artystycznej instalacji. Kolejni twórcy coraz śmielej dotykają tematów religijnych: piszą o watykańskich spiskach, kręcą opowieści o opętanych kapłanach lub ozdabiają swoje koncerty dziewczynami powieszonymi na krzyżach. W większości przypadków jest to zwyczajne żerowanie na kontrowersji, ale i tak wystarczy jako zapalnik gorliwej dyskusji. Co z grami? Cóż, z nimi jest jak zwykle inaczej. (źródło: http://pclab.pl)

(czytaj dalej na PClab.pl)
Przez ostatnie lata utarło się przekonanie, że brutalna przemoc i gorący seks potrafią sprzedać wszystko. Najlepiej widać to na przykładzie kina – krwawe horrory oraz głupawe komedie z roznegliżowanymi amerykańskimi „nastolatkami” cieszą się nieustającą popularnością. Fakt, nawet mnie trudno jest przejść obojętnie obok billboardu, na którym straszy psychopatyczny rzeźnik lub wdzięcznie rozkłada się kolejna aktorka w samej bieliźnie. Jednak w przypadku gier taki mechanizm nie działa. Powiem więcej: stwierdzenie, jakoby mord i gwałt windowały sprzedaż kolejnych części Grand Theft Auto, jest wierutną bzdurą. (źródło: http://pclab.pl)

(czytaj dalej na PClab.pl)
Jeśli chodzi o gry, nie zawsze ważne jest, w co gramy, tylko czym. Każdy szanujący się gracz powinien mieć całą szafkę wypchaną dżojstikami, kierownicami, matami i innymi plastikowymi gadżetami. Te wszystkie zabawki uprzyjemniają rozgrywkę, ale śmiało mogę stwierdzić, że na tym polu króluje dwójka zajadłych arcywrogów: mysz oraz pad. Pecetowcy, rozłóżcie wygodnie fotele, konsolowcy, zagrzejcie kanapy – rozpoczynam pojedynek na śmierć i życie o prymat w świecie kontrolerów do gier! (źródło: http://pclab.pl)

(czytaj dalej na PClab.pl)
Spłynęła na mnie prawdziwa e-sportowa łaska oraz moc quada. Dzięki moim wysokim umiejętnościom komunikacyjnym, wywołałem dyskusję ze sławnym Rafałem oraz równie znanym Radkiem. Całe zdarzenie miało miejsce na Facebooku (dowody zbrodni) i w zasadzie powinienem dziękować panu Wasylukowi, że tak uwielbia ten portal społecznościowy. Zapnijcie pasy i nabożnie pochylcie główki – nadlatuje wszechmocna i uDuchowiona Brygada RR!

(czytaj dalej…)
Po ostatnim tekście na chwilę zwątpiłem w sens kolejnych odcinków. Cała e-sportowa scena mieści się na powierzchni nie większej niż główka szpilki. Myślałem, że jednym zgryźliwym podsumowaniem wyczerpałem najciekawsze tematy… Jakże się myliłem! W kilka dni dowiedziałem się o gejowskim seksie przed zawodami, brzydkiej zabawie w butelkę oraz wirtualnym, e-sportowym sutenerstwie. Tylko dla czytelników o mocnych nerwach.

(czytaj dalej…)
Mając w sercu zasady etyki dziennikarskiej, muszę przyznać, że jestem zwyczajnym amatorem. Nie przechowuję w swojej głowie pełnych wyników ostatniej kolejki ESL i pewnie to wystarczyłoby za pretekst do powieszenia mojej skromnej osoby na suchej gałęzi. Mimo wszystko, wrodzona bezczelność pozwala mi wejść w ten świat z obłoconymi buciorami i wrednym komentarzem. Uszczypliwą i sarkastyczną krytyką, która zapewne wielu zaboli. Jeśli ktoś poczuje się obrażony… być może powinien. Nie żebym miał na to jakieś przyzwolenie – po prostu część osób sobie zasłużyła.

(czytaj dalej…)
Jeśli jeszcze tego nie wiecie, mój marny żywot nie ogranicza się do ciągłego biadolenia, narzekania i chamskiego recenzowania gier. Od kilku lat przemysł wirtualnej rozrywki służy mi nie tylko jako dostawca produktów, ale również źródło osobistych dociekań, przemyśleń oraz analiz. Zgłębiam tajniki game developingu oraz zgodnie z (wciąż zdobywanym) wykształceniem spoglądam na tę branżę pod kątem zarządzania oraz marketingu. Nawiązując do tej ostatniej dziedziny chciałbym przedstawić szkic całkiem nudnej pracy badawczej, w której będę chciał odpowiedzieć na pytanie: Czy możliwe jest zaplanowanie gry idealnej?
(czytaj dalej…)